Witam na moim blogu! To ja Tajemnicza Fanka. Raczej mnie nie znacie, ponieważ to mój pierwszy blog w życiu. Tematyką blogu jest oczywiście Dramione. Serdecznie zapraszam!!!
Translate
środa, 22 listopada 2017
ROZDZIAŁ 3
Przed nią stał nie kto inny jak sam Blaise Zabini. Była zszokowana, każdego by się spodziewała, ale nie jego.
- Panno Granger, to jest pan Zabini, jeden z organizatorów - przedstawił czarnoskórego Crevins.
- My się już znamy - oznajmił chłopak
- No tak, chodziliście za pewnie razem do szkoły, tak?
- Zgadza się - odezwała się tym razem dziewczyna.
- Dobra, to pogadajcie sobie a ja muszę zadzwonić, gdzie jest reszta.
Odszedł. Między dwójką "znajomych" zapadła trochę niezręczna cisza, której Hermiona nie miała ochoty przerywać, ale Blaise chyba nie podzielał jej zdania.
- Co za spotkanie, po tylu latach.
- Powiem szczerze, nie spodziewałam się tu ciebie,i nie powiem, że jestem zadowolona z tego spotkania.
- No, widzę, że nadal jesteś Granger wyszczekana! - zaśmiał się.
Chciała mu odpowiedzieć, ale powstrzymała ją osoba, która do nich podeszła.
- Cześć, Miona!
- Harry? Co ty tu robisz?
- Jestem organizatorem, tak jak ty.
- Nic nie wspominałeś jak ostatnio u ciebie byliśmy!
- Bo to miała być niespodzianka - wyjaśnił.
- Cześć, Potter! - przywitał się, dając przy okazji o sobie znać czarnoskóry.
- Zabini?
- Tak, to ja we własnej osobie! - zaśmiał się Blaise.
--------- -------- -------- ---------- -------- ----------- ------------ --------- -------- ---------- ---------- ------ ----
Do spotkania miał jeszcze pięć minut. Teleportował się na miejsce spotkania. Zdziwił się, że przed wejściem nie było jego przyjaciela. Miał czekać. Ciekawe czy zapomniał, czy może po prostu mu się nie chciało stać, a może jeszcze go nie ma i się spóźni? Stwierdził, że poczeka na niego do godziny dwunastej.
Dwunasta. Wszedł do namiotu, szukając wzrokiem czarnoskórego przyjaciela. Stał pod ścianą, rozmawiając z dwiema osobami, dziewczyną i chłopakiem. Był wściekły, czekał na niego przed namiotem, podczas gdy ten jest już w środku.
Udał się w stronę Zabiniego.
- Blaise! Gdzie ty się podziewałeś? Miałeś czekać na mnie przed wejściem! A ty w tym czasie rozmawiasz sobie z... Potter? Granger? Co wy tu robicie?
- Możemy zapytać o to samo Malfoy - Granger odezwała się jako pierwsza.
Nie poznał jej od razu, zmieniła się przez te marne dwa lata. Wyładniała.
- Nie twoja sprawa Granger! Powiedz mi, gdzie zgubiliście rudzielca?
------- -------------- ------------ --------------- ---------------------- ----------- ----------- ---------------- --------
Miała mu coś odpowiedzieć, ale przerwał jej przedstawiciel szpitala.
- Drogie panie i drodzy panowie! Zebraliśmy się tu dziś, aby omówić nadchodzący festiwal! Więc tak, aby nie robić zamieszania, mamy trzech głównych organizatorów, których zaraz poznacie, oraz jednego głównego sponsora! Pierwszym organizatorem, zajmującym się sprawami muzycznymi jest pan Blaise Zabini! Kolejnym organizatorem, zajmującym się wszelkimi straganami z jedzeniem, z pamiątkami z festiwalu oraz z grami i zabawami, jest sam Harry Potter! Zaś ostatnim organizatorem, który będzie przygotowywać dzieci ze szpitala do występu na scenie, jest panna Hermiona Granger!
Proszę o wielkie brawa dla organizatorów! - powiedział z uśmiechem - Głównym i największym sponsorem tego wydarzenia, który daje nam pieniądze na organizację, jest Draco Malfoy!!
Cała czwórka stała na środku namiotu, w którym przebywało około trzydziestu osób, byli to głównie muzycy i osoby, które chcą po prostu pomóc w organizacji.
- Więc tak! - zaczął Crevins - Muzycy idą za panem Zabini do drugiego namiotu! Sprzedawcy i inni zostają z panem Potterem tutaj, a pannę Granger zapraszam do mnie razem z panem Malfoyem!
Podeszła wolnym krokiem do przedstawiciela, za nią podążył arystokrata.
- Pani panno Granger uda się teraz ze mną do szpitala. Tam zapozna się panienka z dziećmi z ich opiekunem, z Mariną. Razem z nią przygotuje pani dzieciaczki do występu. A pan, panie Malfoy, na razie pójdzie z nami, a potem pójdziemy razem omówić sprawy finansowe.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała Hermiona
- Długo to zajmie? - spytał się zirytowany Draco.
- To zależy, od tego ile czasu spędzimy w szpitalu.
Malfoy przewrócił oczami i udał się za Crevinsem i Granger, do szpitala.
W szpitalu udali się w stronę świetlicy, gdzie czekały już wszystkie chętne dzieci do udziału w festiwalu. Były w różnym wieku, od czwartego roku życia do piętnastego. Wszystkie z niecierpliwieniem siedziały na kolorowym dywaniku, słuchając pani opiekunki.
- Marino! Już jesteśmy!
- Martin! Cześć!
Marina, dwudziestotrzyletnia kobieta, charłak. Średniego wzrostu brunetka, o piwnych oczach.
- Chciałbym ci przedstawić Hermionę Granger, organizatorkę festiwalu. Pomoże ci w przygotowaniach dzieciaków do festiwalu - oznajmił - To jest nasz sponsor, Draco Malfoy.
- Miło mi! - powiedziała radośnie brunetka.
- Mi także - odezwał się blondyn, całując Marinę delikatnie w dłoń.
- Zostańcie na chwilkę tutaj z dziećmi, a ja pójdę na chwilkę pogadać z Marina, na osobności - zwrócił się do byłej gryfonki i byłego ślizgona.
Zostawili ich samych z dziećmi, bawiącymi się zabawkami. Arystokrata odwrócił się i postanowił wyjść na zewnątrz, na papierosa.
- Malfoy!
- Czego?
- Gdzie ty idziesz? Mieliśmy zająć się dziećmi!
- Poprawka, ty miałaś się nimi zająć.
- Jesteś żałosny, po co się zgłaszasz do festiwalu charytatywnego, skoro masz problem, aby przez chwilę posiedzieć z dziećmi?
- Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć- oznajmił odwracając się na pięcie.
- Malfoy! - krzyknęła łapiąc go za ramię.
- Weź mnie nie dotykaj, jeszcze mnie pobrudzisz szlamem.
- No cóż, widzę, że nic się nie zmieniłeś - zaśmiała się mu prosto w twarz.
- Bywa. A gdzie zgubiłaś swojego rudzielca? Słyszałem, że dobrze wam się powodzi. W końcu od tylu lat Weasley dowiedział się co to są pieniądze.
- Wiesz co, odczep się.
Podszedł do nich Crevins z Mariną.
- Już wróciliśmy! Więc tak, panna Granger może już iść do domu, jutro niech pani zjawi się tutaj o czternastej. A pan Malfoy zapraszam za mną.
- Do zobaczenia Granger - powiedział ironicznym głosem.
Kasztanowłosa spojrzała na niego nienawistnym wzrokiem. Przez tyle lat się z nim użerała w szkole, i jeszcze na dodatek teraz musi go spotykać, w dodatku, będą się widzieć dość często.
--------------- -------------------------- ----------------------- ------------------- ------------------- ----------------
- Panie Malfoy, ile może nam pan dać pieniędzy?
- Ile pan potrzebuje na zorganizowanie tego wszystkiego?
- Wydaje mi się, że około dwudziestu pięciu tysięcy powinno wystarczyć, oczywiście jeśli to nie jest za dużo.
- Dam pięćdziesiąt tysięcy, pod warunkiem, że nie będę musiał chodzić na te wszystkie zebrania.
- No wie pan, tyle pieniędzy, myślę, że nie wydamy tego wszystkiego.
- Więc reszte przekażecie po prostu na szpital.
- Dziękuję bardzo!
- Dobra, więc to wszystko? Mogę już iść?
- Tak.
- Do widzenia.
- Panie Malfoy!
- Tak?
- Miło nam będzie, jeśli pan od czasu do czasu wpadnie do dzieciaków!
- Raczej nie.
Wyszedł ze szpitala, przed wejściem czekał na niego nie kto inny jak Blaise Zabini.
- I jak tam?
- Prawdopodobnie już mnie więcej tu nie zobaczysz, dopiero na festiwalu.
Opowiedział przyjacielowi o wszystkim, także o wymianie zdań z Hermioną.
- Idziemy już?
- Ty idź, ja jeszcze muszę chwilę zostać.
- Dobra, no to na razie Smoku!
Udał się do Oddziału Chorób Nieuleczalnych. Doszedł do rejestracji.
- Witam pana, w czym mogę panu pomóc? - zapytała miłym głosem kobieta w podeszłym wieku.
- W której sali leży Lucjusz Malfoy?
- W sali numer dziewięć. Korytarzem w lewo i pierwsze drzwi od lewej strony.
- Dzięki.
Wszedł do sali, w pomieszczeniu był tylko jego ojciec i matka siedząca na krześle z głową opartą o łóżko.
- Mamo? - spytał aby upewnić się czy śpi, oczy miała zamknięte.
- Śpi - oznajmił ochrypłym powolnym głosem Lucjusz.
- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Lepiej powiedz co u ciebie słychać, Narcyza mówiła, że sponsorujesz jakiś festiwal charytatywny.
- Tak, właśnie wracam z zebrania.
- Cieszę się, chociaż wiem, że robisz to dla reklamy.
- Skąd wiesz?
- Znam cię, a poza tym, sam kiedyś taki byłem.
- Tato, co ci dokładnie jest?
- Nie wiadomo, magomedycy mówią, że jeszcze nigdy nie spotkali się z taką chorobą.
- Ale wyleczą cię?
- Oj Draco, leżę na Oddziale Chorób Nieuleczalnych. Domyśl się.
Zrobiło mu się głupio. Mógł po prostu pomyśleć, zamiast zadawać takie durne pytania. Dlaczego nie ma tu profesjonalnych lekarzy?
- Są profesjonalni, najlepsi w świecie czarodziei.
- Czy ty czytałeś mi w myślach?
- Może.
Od rozmowy odciągnęła ich pielęgniarka.
- Panie Malfoy, niedługo przejdzie pan badania, ale potrzebujemy podpisu pana i kogoś z pańskiej rodziny. Najlepiej żony, bądź dorosłego dziecka.
- Ja podpiszę - odezwała się Narcyza, która najwyraźniej już od dłuższego czasu nie spała.
- Zapraszam panią do gabinetu.
- Mamo!
- Tak? - odwróciła się twarzą do Draco. Z jej oczu mógł wyczyta wszystko. Była smutna, zrozpaczona. W sumie, jaka mogła by być, szczęśliwa?
- Wpadnij do mnie wieczorem.
- Z chęcią - odpowiedziała lekko się uśmiechając i wyszła za pielęgniarką.
- Synu, mam do ciebie prośbę.
- Mów.
- Opiekuj się matką jak najlepiej potrafisz.
- Tak zrobię.
- Dziękuję.
- Muszę już iść, do zobaczenia!
- Do widzenia, Draco.
Niedawno co miał dobry humor, bo wymigał się od udziału w festiwalu, a teraz czuje się strasznie. Jego ojciec prawdopodobnie nie wyleczy się, a matka nie zniesie już więcej śmierci, załamie się. Martwił się o nią, postanowił się nią zająć. Zamyślony wpadł na pewną kasztanowłosą dziewczynę.
- Malfoy? Uważaj jak chodzisz!
- Ja mam uważać? To ty powinnaś mnie przepuścić.
- Ja to mam pecha, że muszę ciągle na ciebie wpadać!
- No cóż, głupi zawsze ma szczęście.
- Jesteś beznadziejny.
- Dobra idę stąd, nie mam ochoty teraz na ciebie patrzeć.
- Co ja widzę! Malfoy ucieka od kłótni! - śmiała się jak dziecko.
- Nie mam po prostu ochoty.
Po tych słowach po prostu odszedł, zostawiając zszokowaną Granger. Nie miał ochoty na kolejne durne sprzeczki z nią. Normalnie kłótnia z dziewczyną sprawiłaby mu przyjemność, ale teraz nie miał siły na to. Właśnie dowiedział się, że jego ojciec jest chory i prawdopodobnie nie wyjdzie z tego.
_________________________________________________________________________________
Witam! Rozdział trochę późno dodany, ale jest! Nie za długi, bo taki miał właśnie być. Tak sobie wyobrażałam pierwsze spotkanie Draco i Hermiony. Miało być takie, żeby poczuli się jak za dawnych lat, kłótnie, dziecinne sprzeczki itp. Z czasem zrozumieją, że to jest bez sensu i będą musieli zacząć współpracować. Oj, chyba za dużo zdradziłam. Ale to nic!
Jak zwykle zapraszam do komentowania, poprawiania moich błędów i do wyrażenia własnej opinii!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ZMIANA!
UWAGA! Następny rozdział pojawi się niestety dopiero w środę, ponieważ nie zdążyłam napisać kolejnego rozdziału, bo mam w ostatnim czas...
-
Obudziły ją zimowe promienie słoneczne wpadające przez wielkie okno w salonie. Spojrzała na zegarek, godzina 9:00. Wstała i udała się do ku...
-
Więc o to pierwszy rozdział opowiadania. Przepraszam, że o tak późnej porze, ale kompletnie zapomniałam o wstawieniu rozdziału na bloga Wie...
-
WITAM!! Jak się pewnie domyślacie jest to blog przeznaczony Dramione. Jest to mój pierwszy blog w życiu więc proszę być dla mnie wyrozumi...
Podoba mi się! Cieszę się, że Draco nie ma odrazu takiej skruchy i nie jest świadomy tego jaką krzywdę robił Mionie w czasach szkoły. Mam nadzieję,że będzie wyglądać to tak, że powoli zaczną się do siebie przekonywać! Czekam na następny rozdział!!!
OdpowiedzUsuńDziękuje za opinię i komentarz!!
OdpowiedzUsuńPodobał mi się twój rozdział. Czekam na następny. Pozdrawiam i życzę dużo weny.
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie i nawzajem! Ja również czekam u ciebie na następny rozdział ;)
Usuń