Translate

niedziela, 26 listopada 2017

ZMIANA!

UWAGA!


Następny rozdział pojawi się niestety dopiero w środę, ponieważ nie zdążyłam napisać kolejnego rozdziału, bo mam w ostatnim czasie bardzo dużo nauki, i z racji tego, że jestem przewodniczącą szkoły, mam dodatkowe obowiązki.
Ogłaszam, że niestety, ale od dzisiaj nowe rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu, w środy.
Przepraszam bardzo, ale po prostu się nie wyrabiam. Oczywiście możliwe jest, że w między czasie dodam jakieś miniaturki, ale ostatecznie w niedziele będzie dodawany nowy rozdział!
Bardzo przepraszam, że tak mieszam, ale no po prostu nie daję rady wstawiać dwa razy w tygodnia.
Bardzo proszę także o zostawienie po sobie jakiegoś śladu w postaci komentarza pod ostatnim rozdziałem!
Dziękuję za uwagę!

środa, 22 listopada 2017

ROZDZIAŁ 3


Przed nią stał nie kto inny jak sam Blaise Zabini. Była zszokowana, każdego by się spodziewała, ale nie jego.
- Panno Granger, to jest pan Zabini, jeden z organizatorów - przedstawił czarnoskórego Crevins.
-  My się już znamy - oznajmił chłopak
- No tak, chodziliście za pewnie razem do szkoły, tak?
- Zgadza się - odezwała się tym razem dziewczyna.
- Dobra, to pogadajcie sobie a ja muszę zadzwonić, gdzie jest reszta.
Odszedł. Między dwójką "znajomych" zapadła trochę niezręczna cisza, której Hermiona nie miała ochoty przerywać, ale Blaise chyba nie podzielał jej zdania.
- Co za spotkanie, po tylu latach.
- Powiem szczerze, nie spodziewałam się tu ciebie,i nie powiem, że jestem zadowolona z tego spotkania.
- No, widzę, że nadal jesteś Granger wyszczekana! - zaśmiał się.
Chciała mu odpowiedzieć, ale powstrzymała ją osoba, która do nich podeszła.
- Cześć, Miona!
- Harry? Co ty tu robisz?
- Jestem organizatorem, tak jak ty.
- Nic nie wspominałeś jak ostatnio u ciebie byliśmy!
- Bo to miała być niespodzianka - wyjaśnił.
- Cześć, Potter! - przywitał się, dając przy okazji o sobie znać czarnoskóry.
- Zabini?
- Tak, to ja we własnej osobie! - zaśmiał się Blaise.
--------- -------- -------- ---------- -------- ----------- ------------ --------- -------- ---------- ---------- ------ ----
Do spotkania miał jeszcze pięć minut. Teleportował się na miejsce spotkania. Zdziwił się, że przed wejściem nie było jego przyjaciela. Miał czekać. Ciekawe czy zapomniał, czy może po prostu mu się nie chciało stać, a może jeszcze go nie ma i się spóźni? Stwierdził, że poczeka na niego do godziny dwunastej.
Dwunasta. Wszedł do namiotu, szukając wzrokiem czarnoskórego przyjaciela. Stał pod ścianą, rozmawiając z dwiema osobami, dziewczyną i chłopakiem. Był wściekły, czekał na niego przed namiotem, podczas gdy ten jest już w środku.
Udał się w stronę Zabiniego.
- Blaise! Gdzie ty się podziewałeś? Miałeś czekać na mnie przed wejściem! A ty w tym czasie rozmawiasz sobie z... Potter? Granger? Co wy tu robicie?
- Możemy zapytać o to samo Malfoy - Granger odezwała się jako pierwsza.
Nie poznał jej od razu, zmieniła się przez te marne dwa lata. Wyładniała.
- Nie twoja sprawa Granger! Powiedz mi, gdzie zgubiliście rudzielca?
------- -------------- ------------ --------------- ---------------------- ----------- ----------- ---------------- --------
Miała mu coś odpowiedzieć, ale przerwał jej przedstawiciel szpitala.
- Drogie panie i drodzy panowie! Zebraliśmy się tu dziś, aby omówić nadchodzący festiwal! Więc tak, aby nie robić zamieszania, mamy trzech głównych organizatorów, których zaraz poznacie, oraz jednego głównego sponsora! Pierwszym organizatorem, zajmującym się sprawami muzycznymi jest pan Blaise Zabini! Kolejnym organizatorem, zajmującym się wszelkimi straganami z jedzeniem, z pamiątkami z festiwalu oraz z grami i zabawami, jest sam Harry Potter! Zaś ostatnim organizatorem, który będzie przygotowywać dzieci ze szpitala do występu na scenie, jest panna Hermiona Granger!
Proszę o wielkie brawa dla organizatorów! - powiedział z uśmiechem - Głównym i największym sponsorem tego wydarzenia, który daje nam pieniądze na organizację, jest Draco Malfoy!!
Cała czwórka stała na środku namiotu, w którym przebywało około trzydziestu osób, byli to głównie muzycy i osoby, które chcą po prostu pomóc w organizacji.
- Więc tak! - zaczął Crevins - Muzycy idą za panem Zabini do drugiego namiotu! Sprzedawcy i inni zostają z panem Potterem tutaj, a pannę Granger zapraszam do mnie razem z panem Malfoyem!
Podeszła wolnym krokiem do przedstawiciela, za nią podążył arystokrata.
- Pani panno Granger uda się teraz ze mną do szpitala. Tam zapozna się panienka z dziećmi z ich opiekunem, z Mariną. Razem z nią przygotuje pani dzieciaczki do występu. A pan, panie Malfoy, na razie pójdzie z nami, a potem pójdziemy razem omówić sprawy finansowe.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała Hermiona
- Długo to zajmie? - spytał się zirytowany Draco.
- To zależy, od tego ile czasu spędzimy w szpitalu.
Malfoy przewrócił oczami i udał się za Crevinsem i Granger, do szpitala.
W szpitalu udali się w stronę świetlicy, gdzie czekały już wszystkie chętne dzieci do udziału w festiwalu. Były w różnym wieku, od czwartego roku życia do piętnastego. Wszystkie z niecierpliwieniem siedziały na kolorowym dywaniku, słuchając pani opiekunki.
- Marino! Już jesteśmy!
- Martin! Cześć!
Marina, dwudziestotrzyletnia kobieta, charłak. Średniego wzrostu brunetka, o piwnych oczach.
- Chciałbym ci przedstawić Hermionę Granger, organizatorkę festiwalu. Pomoże ci w przygotowaniach dzieciaków do festiwalu - oznajmił - To jest nasz sponsor, Draco Malfoy.
- Miło mi! - powiedziała radośnie brunetka.
- Mi także - odezwał się blondyn, całując Marinę delikatnie w dłoń.
- Zostańcie na chwilkę tutaj z dziećmi, a ja pójdę na chwilkę pogadać z Marina, na osobności - zwrócił się do byłej gryfonki i byłego ślizgona.
Zostawili ich samych z dziećmi, bawiącymi się zabawkami. Arystokrata odwrócił się i postanowił wyjść na zewnątrz, na papierosa.
- Malfoy!
- Czego?
- Gdzie ty idziesz? Mieliśmy zająć się dziećmi!
- Poprawka, ty miałaś się nimi zająć.
- Jesteś żałosny, po co się zgłaszasz do festiwalu charytatywnego, skoro masz problem, aby przez chwilę posiedzieć z dziećmi?
- Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć- oznajmił odwracając się na pięcie.
- Malfoy! - krzyknęła łapiąc go za ramię.
- Weź mnie nie dotykaj, jeszcze mnie pobrudzisz szlamem.
- No cóż, widzę, że nic się nie zmieniłeś - zaśmiała się mu prosto w twarz.
- Bywa. A gdzie zgubiłaś swojego rudzielca? Słyszałem, że dobrze wam się powodzi. W końcu od tylu lat Weasley dowiedział się co to są pieniądze.
- Wiesz co, odczep się.
Podszedł do nich Crevins z Mariną.
- Już wróciliśmy! Więc tak, panna Granger może już iść do domu, jutro niech pani zjawi się tutaj o czternastej. A pan Malfoy zapraszam za mną.
- Do zobaczenia Granger - powiedział ironicznym głosem.
Kasztanowłosa spojrzała na niego nienawistnym wzrokiem. Przez tyle lat się z nim użerała w szkole, i jeszcze na dodatek teraz musi go spotykać, w dodatku, będą się widzieć dość często.
--------------- -------------------------- ----------------------- ------------------- ------------------- ----------------

- Panie Malfoy, ile może nam pan dać pieniędzy?
- Ile pan potrzebuje na zorganizowanie tego wszystkiego?
- Wydaje mi się, że około dwudziestu pięciu tysięcy powinno wystarczyć, oczywiście jeśli to nie jest za dużo.
- Dam pięćdziesiąt tysięcy, pod warunkiem, że nie będę musiał chodzić na te wszystkie zebrania.
- No wie pan, tyle pieniędzy, myślę, że nie wydamy tego wszystkiego.
- Więc reszte przekażecie po prostu na szpital.
- Dziękuję bardzo!
- Dobra, więc to wszystko? Mogę już iść?
- Tak.
- Do widzenia.
- Panie Malfoy!
- Tak?
- Miło nam będzie, jeśli pan od czasu do czasu wpadnie do dzieciaków!
- Raczej nie.
Wyszedł ze szpitala, przed wejściem czekał na niego nie kto inny jak Blaise Zabini.
- I jak tam?
- Prawdopodobnie już mnie więcej tu nie zobaczysz, dopiero na festiwalu.
Opowiedział przyjacielowi o wszystkim, także o wymianie zdań z Hermioną.
- Idziemy już?
- Ty idź, ja jeszcze muszę chwilę zostać.
- Dobra, no to na razie Smoku!
Udał się do Oddziału Chorób Nieuleczalnych. Doszedł do rejestracji.
- Witam pana, w czym mogę panu pomóc? - zapytała miłym głosem kobieta w podeszłym wieku.
- W której sali leży Lucjusz Malfoy?
- W sali numer dziewięć. Korytarzem w lewo i pierwsze drzwi od lewej strony.
- Dzięki.
Wszedł do sali, w pomieszczeniu był tylko jego ojciec i matka siedząca na krześle z głową opartą o łóżko.
- Mamo? - spytał aby upewnić się czy śpi, oczy miała zamknięte.
- Śpi - oznajmił ochrypłym powolnym głosem Lucjusz.
- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Lepiej powiedz co u ciebie słychać, Narcyza mówiła, że sponsorujesz jakiś festiwal charytatywny.
- Tak, właśnie wracam z zebrania.
- Cieszę się, chociaż wiem, że robisz to dla reklamy.
- Skąd wiesz?
- Znam cię, a poza tym, sam kiedyś taki byłem.
- Tato, co ci dokładnie jest?
- Nie wiadomo, magomedycy mówią, że jeszcze nigdy nie spotkali się z taką chorobą.
- Ale wyleczą cię?
- Oj Draco, leżę na Oddziale Chorób Nieuleczalnych. Domyśl się.
Zrobiło mu się głupio. Mógł po prostu pomyśleć, zamiast zadawać takie durne pytania. Dlaczego nie ma tu profesjonalnych lekarzy?
- Są profesjonalni, najlepsi w świecie czarodziei.
- Czy ty czytałeś mi w myślach?
- Może.
Od rozmowy odciągnęła ich pielęgniarka.
- Panie Malfoy, niedługo przejdzie pan badania, ale potrzebujemy podpisu pana i kogoś z pańskiej rodziny. Najlepiej żony, bądź dorosłego dziecka.
- Ja podpiszę - odezwała się Narcyza, która najwyraźniej już od dłuższego czasu nie spała.
- Zapraszam panią do gabinetu.
- Mamo!
- Tak? - odwróciła się twarzą do Draco. Z jej oczu mógł wyczyta wszystko. Była smutna, zrozpaczona. W sumie, jaka mogła by być, szczęśliwa?
- Wpadnij do mnie wieczorem.
- Z chęcią - odpowiedziała lekko się uśmiechając i wyszła za pielęgniarką.
- Synu, mam do ciebie prośbę.
- Mów.
- Opiekuj się matką jak najlepiej potrafisz.
- Tak zrobię.
- Dziękuję.
- Muszę już iść, do zobaczenia!
- Do widzenia, Draco.
Niedawno co miał dobry humor, bo wymigał się od udziału w festiwalu, a teraz czuje się strasznie. Jego ojciec prawdopodobnie nie wyleczy się, a matka nie zniesie już więcej śmierci, załamie się. Martwił się o nią, postanowił się nią zająć. Zamyślony wpadł na pewną kasztanowłosą dziewczynę.
- Malfoy? Uważaj jak chodzisz!
- Ja mam uważać? To ty powinnaś mnie przepuścić.
- Ja to mam pecha, że muszę ciągle na ciebie wpadać!
- No cóż, głupi zawsze ma szczęście.
- Jesteś beznadziejny.
- Dobra idę stąd, nie mam ochoty teraz na ciebie patrzeć.
- Co ja widzę! Malfoy ucieka od kłótni! - śmiała się jak dziecko.
- Nie mam po prostu ochoty.
Po tych słowach po prostu odszedł, zostawiając zszokowaną Granger. Nie miał ochoty na kolejne durne sprzeczki z nią. Normalnie kłótnia z dziewczyną sprawiłaby mu przyjemność, ale teraz nie miał siły na to. Właśnie dowiedział się, że jego ojciec jest chory i prawdopodobnie nie wyjdzie z tego.

_________________________________________________________________________________

Witam! Rozdział trochę późno dodany, ale jest! Nie za długi, bo taki miał właśnie być. Tak sobie wyobrażałam pierwsze spotkanie Draco i Hermiony. Miało być takie, żeby poczuli się jak za dawnych lat, kłótnie, dziecinne sprzeczki itp. Z czasem zrozumieją, że to jest bez sensu i będą musieli zacząć współpracować. Oj, chyba za dużo zdradziłam. Ale to nic!
Jak zwykle zapraszam do komentowania, poprawiania moich błędów i do wyrażenia własnej opinii!

poniedziałek, 20 listopada 2017

ROZDZIAŁ 2


Obudziły ją zimowe promienie słoneczne wpadające przez wielkie okno w salonie. Spojrzała na zegarek, godzina 9:00. Wstała i udała się do kuchni. Widok jaki tam zastała zdziwił ją, Ron robiący jajecznice.
- O! Już wstałaś. Jak się spało?
- Dobrze - odpowiedziała twardo. Nadal była zła na niego.
- Widzę, że nadal się na mnie gniewasz, ale mam dla ciebie wiadomość, która na pewno ci się spodoba.
- Jaką?
- Czytałem dziś w gazecie, że niedługo odbędzie się coroczny festiwal charytatywny dla dzieci, które przebywają w Św.Mungu. Wiem jak bardzo zależy ci na pracy tam, dlatego wpadłem na pomysł, że mogłabyś pomagać w organizacji festiwalu. Oczywiście jeśli chcesz, nic na siłę.
- Żartujesz sobie ze mnie prawda?
- Nie spodobał ci się ten pomysł?
- Jasne, ze spodobał! Jejku dziękuje!! - wykrzyczała, obdarowując narzeczonego pocałunkami.
Zjedli razem śniadanie i udali się do salonu aby obejrzeć jakiś film. Do obiadu u Potterów zostało im jeszcze 2,5 h. Po obejrzeniu dwugodzinnego filmu Hermiona poszła na górę się przebrać i umalować. Założyła na siebie białą podkoszulkę, czarny sweterek i najzwyklejsze jeansy oraz kozaki na obcasie. Jej makijaż był bardzo delikatne, lekko podkreślone oczy i usta pomalowane błyszczykiem. Wychodząc z domu narzuciła na siebie kurtkę. Zamknęła dom na klucz i razem z Ronem teleportowali się pod dom Potterów.

-------------- -------------- -------------- ---------------- -------------- ----------------- ------------------ ----------

- Skarbie ktoś puka do drzwi! To zapewne Miona i Ron! - krzyczała pani Potter.
- Już otwieram! - odpowiedział pan Potter otwierając drzwi wejściowe.
- Cześć, Harry! - przywitała go promiennym uśmiechem Hermiona
- Cześć! Wejdźcie!
Udali się we trójkę do jadalni, w której Ginny już nakładała do stołu.
- Siadajcie! Za 10 minut obiad będzie gotowy.
Do jadalni wbiegł mały chłopczyk o kruczoczarnych włosach i zielonych oczach krzycząc:
- Cicia Miona i wijujek On!
- Hej maluszku! - przywitała małego Pottera biorąc go na kolana.
Ron skrzywił się na widok dziecka. Nie lubił dzieci.
 - Posiłek gotowy! - oznajmiła pani domu, stawiając na stole dwa wielkie talerze, jeden pełen gorących ziemniaków, a drugi smażonej ryby i surówki z marchwi i kapusty.
- Powiedzcie co u was słychać? - zapytała Ginny.
- U nas po staremu. Lepiej powiedzcie co tam u was? - odpowiedziała kasztanowłosa.
- W sumie to bez zmian, pomijając to, że jestem w ciąży.
- Naprawdę? Gratuluje! - pogratulowała radośnie Hermiona. Cieszyła się szczęściem swoich przyjaciół, ale też im zazdrościła, chciałaby mieć takie maleństwo jak James na co dzień.
- Słuchaj Ron! Znalazłam w jakimś starym albumie nasze zdjęcia z dzieciństwa! Chodź ze mną na górę po album!
Udał się na górę ze swoją siostrą zostawiając Harrego i Hermionę na dole.
- Jakoś gorąco się zrobiło. Wyjdę na balkon się przewietrzyć - oznajmiła przyjacielowi dziewczyna.
- Dobry pomysł! Pójdę z tobą.
Wyszli na balkon, zakładając wcześniej kurtki. Harry wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, proponując jednego Hermionie, ta jednak odmówiła. Podpalił używkę i zaciągnął się.
- Nie wiedziałam, że palisz. Od kiedy?
- Odkąd zacząłem pracować w Ministerstwie. Wiesz, nowe obowiązki, stres.
- Rozumiem.
- Wydaje mi się, czy nie ucieszyła cię zabardzo wiadomość o ciąży?
- Skądże. Cieszę się bardzo, ale...
- Też chciałabyś być już matką tak?
- Czytasz mi w myślach czy co?
- Nie no co ty! Po prostu widzę, jak patrzysz na małego.
- Harry! Hermiona! Chodźcie do nas! - usłyszeli ze środka głos Ginny.
Wychodząc zamknęli za sobą balkon i ruszyli w kierunku salonu. Przez resztę popołudnia oglądali zdjęcia z albumu rodzinnego Weasleyów. Czas spędzili śmiejąc się i wysłuchując wspomnień Ginny i Rona związanych z danym zdjęciem.

--------------------- -------------------- ---------------------- --------------------- ----------------------- -----------

Szedł ulicą Londynu w kierunku domu swojego przyjaciela. Skręcił w małą londyńską uliczkę. Dotarł do dużego mieszkania, które wynajmuje Blaise. Wszedł do budynku bez pukania. Udał się do kuchni, ponieważ usłyszał tam głos Blaise'a rozmawiającego przez telefon.
- Muszę kończyć mamo, papa! O! Cześć Smoku! Co cię do mnie dzisiaj sprowadza?
- Nie udawaj głupiego, sam chciałeś się ze mną widzieć - odparł sucho siadając na krześle.
- Tak to prawda, ale z tego co mi wiadomo miałeś wpaść do mnie wczoraj po pracy.
- Oj, nie przeżywaj tego jak mała dziewczynka. Mów co chciałeś.
- Chyba widzę, że Smoczek dzisiaj nie w humorze!
Draco spojrzał na przyjaciela spode łba.
- Dobra, dobra już mówię! A więc, był ostatnio u ciebie ten przedstawiciel szpitala?
- No, i co w związku z tym?
- Mam nadzieję, że zgodziłeś się na jego propozycje.
- Trochę musiałem pomyśleć, ale w końcu... Ej, chwileczka! Skąd wiesz o tym kurduplu i o jego propozycji.
- Wiem, bo sam go na ciebie napuściłem.
- Po co?
- Przyda ci się dobra reklama.
Młody Malfoy patrzył na czarnoskórego niezrozumiałym wzrokiem.
- No bo wiesz, może i twoja sieć hoteli jest znana w całej Europie, ale to nie masz za dobrej opinii w świecie czarodziei. A taki festiwal charytatywny może dużo zmienić, pomyśl jak ludzie dowiedzą się, że się zmieniłeś! Były śmierciożerca, sponsorem festiwalu dla dzieci!
- Ale ja się nie zmieniłem! Dobrze wiesz, że nigdy nie chciałem być śmierciożercą!
- Ja to wiem. Ale inni nie. Powiedz w końcu czy zgodziłeś się sponsorować to wydarzenie.
- Tak zgodziłem się. Jutro mamy zebranie organizatorów i sponsorów.
- Tak wiem.
- Skąd?
- Jestem jednym z organizatorów.
- Ile ci płacą?
- Nic. Wiesz Smoku, jest jeszcze coś takiego jak dobre serce. Robię to po prostu bezinteresownie.
- No cóż, bywają jeszcze tacy.
Posiedzieli w kuchni przez jakieś 30 minut, pijąc kawę. Dochodziła godzina 13:00.
- Dobra Diable, miło było ale muszę już lecieć. Na razie!
Teleportował się pod drzwi hotelu. Wszedł do recepcji mijają nową recepcjonistę pannę Kate.
- Witam, panie Malfoy.
- Cześć. Czy Samantha przesłała ci wszelkie instrukcje?
- Tak.
- To dobrze. Idę teraz do swojego biura i proszę mi nie przeszkadzać.
 ------------- -------------- -------------- -------------- ---------------- ------------ -------------- -------------- ----

Dom Potterów. Zimowy, ciemny wieczór. Z nieba spadają malutkie płatki śniegu.
- Fajnie, że wpadliście!
- Musimy to kiedyś powtórzyć! Może wy wpadniecie do nas za dwa tygodnie? - spytała przyjaciół Hermiona
- Nie wiem czy będę miał wtedy wolne skarbie. W każdym bądź razie, zadzwonimy do was.
- Miło nam będzie! - odpowiedział wybraniec.
- To do zobaczenia! - pożegnała się z uśmiechem kasztanowłosa, po czym teleportowała się wraz z Ronem do własnego mieszkania.
- Ale jestem zmęczona!
- Połóż się spać, jutro musisz wcześniej wstać.
- Zapomniałabym! Dzięki, że mi przypomniałeś! - oznajmiła wesoło, całując narzeczonego w policzek.
- Nie ma sprawy. Idę teraz do łazienki, a gdy wrócę mam nadzieję,że poczekasz na mnie!
- Będę czekać.
W bardzo dobrym humorze położyła się do łóżka. Dawno nie spędziła tak przyjemnie dnia, a co najważniejsze cały dzień był z nią Ron. Tęskniła za nim, rzadko się widywali. Pracował od rana do wieczora. Nie zauważyła nawet kiedy oddała się w objęcia Morfeusza.
------------ ------------- ------------- ---------------- --------------- -------------- -------------- ------------ -------

~~NASTĘPNEGO DNIA~~

Obudziły go złote promienie słoneczne, padające jak pasy na jego twarz. Wstał z łóżka i udał się na dół, do kuchni aby zrobić sobie kawę. Rozkoszował się swoim czarnym płynem 15 minut, czytając w trakcie Proroka Codziennego z nagłówkiem napisanym grubym, tłustym drukiem: Coroczny Festiwal Charytatywny!. Zaciekawił go ten artykuł, więc postanowił go przeczytać.

Coroczny Festiwal Charytatywny!

Zbliża się coroczny Festiwal Charytatywny, organizowany dla dzieci przebywających w szpitalu Św.Munga. Dziś odbędzie się spotkanie organizatorów i sponsorów festiwalu! W jutrzejszym artykule dowiemy się kto jest tegorocznym głównym sponsorem festiwalu, oraz poznamy nazwiska głównych organizatorów. Niestety nie mamy więcej wiadomości na temat festiwalu. Jednak zapewniam państwa i zapraszam do przeczytania jutrzejszego wydania!
~Redaktor naczelny, Stevie John

- Super, jeszcze tego mi brakowało, żeby znaleźć się w Proroku Codziennym - powiedział sam do siebie odkładając gazetę na stół.
Usłyszał pukanie do drzwi i poszedł je otworzyć. Za drzwiami stała elegancko ubrana, średniego wieku kobieta o blond włosach.
- Cześć, mamo. Nie spodziewałem się ciebie.
- Wracam z zakupów i stwierdziłam, że do ciebie wpadnę po drodze.
- Tylko wiesz, bo ja zaraz będę musiał iść do pracy.
- Nie martw się, nie zabiorę ci dużo czasu. Chcę po prostu porozmawiać.
- To może zrobię ci herbaty, bo coś czuje, że będzie to długa rozmowa.
- Nie dziękuje, nie chce mi się pić.
- A więc, mów.
- Ojciec jest w szpitalu. Zachorował na bardzo poważną chorobę. Nie wiadomo czy przeżyje.
- Nie żartuje sobie ze mnie - powiedział z nadzieją, że to co powiedziała matka nie jest prawdą. Kochał ojca na swój sposób, pomimo tego, że to właśnie on kazał wstąpić mu w szeregi śmierciożerców, przez niego miał straszne dzieciństwo.
Matka patrzyła na niego smutnym wzrokiem, spojrzał jej prosto w oczy i już wiedział, że to nie jest żaden dowcip.
- Przepraszam cię, ale muszę już iść do pracy, także ty też musisz już iść - powiedział twardo matce i otworzył jej drzwi aby wyszła. Tak też zrobiła. Czuł się okropnie. Powinien być dobrym synem i przytulić matkę, powiedzieć, że wszystko będzie, że ojciec wyzdrowieje. Nie umiał. Wolał iść na te zebranie w sprawie festiwalu i po prostu przestać o tym myśleć. Zarzucił na siebie szary płaszcz i wyszedł.
--------- --------- --------- --------- -------- ------------ -------- ---------------- --------------- ----------- ---------

Wstała dziś wcześnie. Nie mogła spać w nocy, ponieważ bardzo się stresowała przed zebraniem. Bała się, że źle wypadnie, nie będzie umiała zaproponować ciekawych pomysłów na festiwal, powie coś nie tak.
- Nie stresuj się tak! Będzie dobrze! - pocieszał ją Ron.
- Dzięki, że we mnie wierzysz. - odpowiedziała z uśmiechem do narzeczonego
- Nie ma za co. Ja już idę do pracy, w kuchni stoi ciepła kawa. Zrobiłem ci abyś miała więcej energii.
- Właśnie, czemu dziś tak późno do pracy idziesz?
- Zadzwonili do mnie, że była jakaś awaria i mam się zjawić o 11:00. No więc idę, papa! - powiedział i ucałował delikatnie czoło dziewczyny.
- No to, papa!
Ostatnio jej relacje z Ronem się bardzo zmieniły, na lepsze oczywiście. Zaczął więcej czasu z nią spędzać, przestali się kłócić, zaproponował jej udział w tym festiwalu. Wszystko zaczęło wyglądać tak jak powinno.
Dochodziła godzina 11:30. Dziewczyna już była gotowa do wyjścia, musiała zjeść tylko śniadanie.
Jako pierwszy posiłek dnia zjadła płatki czekoladowe. Była za piętnaście 12:00. Teleportowała się w umówione miejsce, na miejscu spotkała przedstawiciela szpitala pana Martina Crevinsa, który stał i rozmawiał z pewnym mężczyzną. Nie widziała jego twarzy, był odwrócony tyłem. Wolnym krokiem podeszła do nich.
- Witam, panie Crevins - przedstawiła się.
- Panna Granger! Jak miło w końcu panią poznać! - podał rękę dziewczynie na powitanie.
- Miło mi! - odpowiedziała radośnie podchodząc bliżej, aby przyjrzeć się twarzy odwróconego chłopaka. W pewnym momencie tajemniczy nieznajomy odwrócił się przodem do Hermiony. Poznała go od razu.

_________________________________________________________________________________

BARDZO WAS PRZEPRASZAM!!
Wiem, że rozdział miał być wczoraj, ale przyznam się bez bicia, że kompletnie zapomniałam!
Przepraszam także, że rozdział nie powala długością! Nie chciałam, żeby się tutaj dużo działo, nie chciałam także, żeby pierwsze spotkanie było już w drugim rozdziale, także to co chciałam aby się pojawiło zostało zamieszczone. Obiecuje, przysięgam, że następny rozdział na 100% pojawi się w środę.
Bardzo proszę o pozostawienie po sobie jakiegokolwiek śladu, nawet krótkiego komentarza dotyczącego rozdziału.
Bardzo dziękuję Skaii! Za długi komentarz, w którym zawarła wszelkie błędy jakie popełniłam i swoją opinie na temat rozdziału!
Dziękuję także Reinie Megan! Za komentarz, zawierający krótką, zwięzłą opinie na temat ROZDZIAŁU 1!
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ!!!

































środa, 15 listopada 2017

ROZDZIAŁ 1

 Więc o to pierwszy rozdział opowiadania. Przepraszam, że o tak późnej porze, ale kompletnie zapomniałam o wstawieniu rozdziału na bloga Wiem, że nie powala długością i mało się tu dzieje, ale to dopiero pierwszy rozdział i chciałam tu przedstawić po prostu codzienne życie Draco jak i codzienne życie Miony. Jest to także główne wprowadzenie do spotkania głównych bohaterów, bo przez ten festiwal dużo się zmieni, no ale nie przedłużam dalej i serdecznie zapraszam na rozdział!!!
__________________________________________________________________________________

Zwyczajne szare zimowe popołudnie. Z nieba spadają błękitne i malutkie płatki śniegu. Każdy zupełnie inny od drugiego. Niby zwykłe płatki śniegu, a jednak nadzwyczajne. To zupełnie tak jak człowiek, z pozoru zwykła postać nie wyróżniająca się z tłumu, a jednak przy bliższym spotkaniu staje się ciekawsza, nabiera barw. Każdy człowiek ma w sobie coś zupełnie innego, coś niezwykłego, niepowtarzalnego.
Wracała do domu późnym popołudniem po kolejnej nieudanej rozmowie o pracę. Skręciła w londyńską małą uliczkę na której znajdował się jej dom, jej i Rona. Światło było zgaszone, Ron pewnie jeszcze w pracy. Odkąd dostał awans więcej pracuje co za tym idzie wraca później do domu. Weszła do pustego ciemnego domu, zapaliła światło. Nie zdążyła usiąść na krześle w kuchni, ponieważ w salonie zaczął rozbrzmiewać dźwięk dzwoniącego telefonu, szybko odebrała.
-Halo?
-Miona? Wreszcie, ile można do ciebie dzwonić?
-Nie było mnie w domu a komórkę zostawiłam w salonie. Tak w ogóle to cześć Ginny!
-Cześć! Może wpadniesz do nas z Ronem jutro na obiad?
-Z tego co pamiętam to Ron ma jutro wolne więc jasne że wpadniemy, o której?
-O 12:00. Co u ciebie słychać? Dawno się nie odzywałaś.
-Przepraszam, ale ostatni nie mam czasu. Szukam pracy, ale jakoś słabo mi to idzie.
-Jak to? Z takimi wynikami z egzaminów końcowych nie chcą cię nigdzie przyjąć?
-Nie o to chodzi. Chodzi o to, że nikt nie patrzy na moje osiągnięcia naukowe, nawet nie zerkną okiem na moje wyniki z OWUTEMÓW, wystarczy im to, że jestem tą słynną Granger, przyjaciółką złotego chłopca.
-Nie rozumiem cię, to tak źle?
-Nie po to pracowałam tak ciężko aby osiągnąć takie wyniki naukowe, aby teraz wystarczyło to że przyjaźnie się z Harrym!
-Nadal cię nie rozumiem, ale to jutro pogadamy, muszę kończyć Harry wrócił z pracy papa!
-To do jutra pa!
Nikt jej nigdy nie rozumiał. Nie chciała dostać się do jakiejś zwykłej pracy, kiedyś chciała być magomedykiem, ale teraz jest to niemożliwe, i tak rzadko kiedy widzi się z Ronem a pracując w św.Mungu, nie widzieliby się praktycznie wcale. Poza tym Ron nie zgadza się aby ona pracowała tam, ogólnie wolałby jakby w ogóle nie pracowała aby zostało tak jak jest, on dużo zarabia, wystarczy na utrzymanie ich dwoje i jeszcze dużo zostaje. Oświadczył jej się dwa lata temu, a oni nawet nie zaczęli planować tego ślubu. Kocha go bardzo ale z dnia na dzień oddalają się od siebie. Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk zamykanych drzwi. Ron wrócił z pracy.
-Hej skarbie! Wróciłem już. Przepraszam, że tak późno ale coś mi w pracy wyskoczyło i musiałem zostać dłużej, ale za to jutro mam cały dzień wolny!
-Cieszę się! Zostaliśmy zaproszeni do Potterów na obiad.
Tak Harry i Ginny pobrali się jakiś rok temu. Mają synka o imieniu James. Po ojcu Harrego.
-To wspaniale dawno się nie widzieliśmy z nimi. Co dzisiaj robiłaś?
-Byłam na rozmowie o pracę.
-I jak?
-Jak zwykle.
-Skarbie daj sobie spokój. Czy nie jest dobrze tak jak jest?
-Wiedziałam, że mnie nie zrozumiesz. Ja też chcę pracować, nie chcę całe dnie siedzieć w domu.
-Spójrz na Potterów, Ginny nie pracuje.
-Ale Potterowie w porównaniu do nas mają dziecko. A my? My nawet nie mamy ślubu ze sobą.
-Przecież wiesz, że cię kocham. Naprawdę potrzebny ci ślub jako dowód?
-Wiem, przepraszam. Ja po prostu też chcę mieć rodzinę. Chcę mieć dzieci.
-Ja nie jestem jeszcze gotowy na to, Mionka słuchaj mamy dopiero po 20 lat, nie uważasz, że to za wcześnie? W przyszłośći też chciałbym być tatą, ale nie teraz. A co do ślubu wydaję mi się, że na razie nie mamy na to czasu.
-Może i masz racje.
-Dobra ja lecę wziąć  prysznic.
Wcale tak nie myślała, może i za wcześnie jest na dziecko ale co do ślubu to jak zwykle nie ma czasu na nic nigdy. Nie zdziwiłaby się jakby nagle jutro dostał telefon, że jednak musi przyjść do pracy. Jutrzejszy dzień to będzie pierwszy spędzony razem dzień od wielu miesięcy.

~~3H PÓŻNIEJ~~

Weszła do sypialni, Ron leżał na łóżku.
-Już się położyłeś?
-Tak, jestem zmęczony całym dniem w pracy.
Usiadła na rogu łóżku. Ron podniósł się do pozycji siedzącej. Podniósł jej podbródek i delikatnie ucałował malinowe wargi. Następnie przeniósł swe pocałunki na szyje kobiety.
-Ron muszę cię o coś zapytać.
-Tak?- spytał dalej muskając wargami ciało dziewczyny.
-Ron, ja mówię poważnie!- odsunęła się podnosząc głos.
-No więc o co chodzi?
-Bo wiesz tak sobie pomyślałam, że może poszłabym pracować w szpitalu św.Munga?
-Hermiona, rozmawialiśmy o tym i dobrze wiesz co sądze na temat pracy magomedyka.
-Ale Ron, ja odkąd pamiętam chciałam być magomedykiem!
-A ja chciałem gwiazdkę z nieba, i co? 
-Słuchaj ja nie żartuje.
-Ja też nie, nie będziesz pracować w św.Mungu i już.
-Dobrze odpuszczę ale tylko wtedy kiedy podasz mi jeden konkretny powód czemu nie mogę tam pracować.
-Bo nie!
-Wiesz co, z tobą nie da się normalnie rozmawiać!
Wyszła z pokoju wściekła. Kolejna kłótnia, znów ją zawiódł. Od paru lat zastanawia się co mu tak bardzo przeszkadza w tym zawodzie. No cóż nawyraźniej po prostu nie chce aby pracowała gdziekolwiek i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że w Mungu przyjmą ją ze względu na wyniki, bo tam nie ważna jest sława tylko umiejętności.
Zeszła na dół i położyła się spać w salonie na kanapie. Szybko zasnęła.

---------------------- --------------------------- ----------------------- ------------------------ ----------------------

Zatłoczony Londyn. Ludzie, którzy wiecznie gdzieś pędzą, najczęściej są to osoby śpieszące się do pracy. Wśród nich można dostrzec wysokiego blondwłosego arystokratę, pędzącego do pracy.
-Dzień dobry, panie Malfoy.- przywitała go recepcjonistka hotelu jak tylko wszedł do budynku.
-Cześć.
-Jak miął panu dzień?
-Nie mam czasu. Jestem umówiona. Niedługo przyjdzie tu taki facet, pokieruj go do mojego biura.
-Jak mam go rozpoznać?
-Kurdupel, brzydki i łysy. Rozpoznasz bez problemu.
Udał się wprost do biura, mijając swe pracownice, które za każdym razem śliniły się na widok swego szefa. Ten oczywiście miał gdzieś to, że się w nim bujają. Nie wykorzystał ich nawet na jedną noc, ponieważ miał żelazną zasadę: żadnych bliższych zbliżeń ze swoimi pracownicami. Czekał pół godziny na tego jak on to nazwał "kurdupla".
-Witam, Martin Crevins.- przedstawił się swym grubym głosem.
-Draco Malfoy. Ma pan 30 minut spóźnienia.
-Bardzo przepraszam. Wie pan dziś jest spory ruch.
-Nie obchodzi mnie to. Co to za propozycja jaką pan chce mi przestawić?
-A więc tak jestem przedstawicielem oddziału dziecięcego w szpitalu Św.Munga, oboje wiemy, że jest pan jednym z najbogatszych i najbardziej pływowym człowiekiem w Anglii, jak i nie w Europie.
-Racja. I co w związku z tym?
-Co roku w szpitalu, a dokładnie na terenie szpitala organizowany jest festiwal charytatywny, na którym zbieramy pieniądze dla tych dzieci. Wie pan dzieciaki śpiewają, tańczą, pokazują swoje talenty. I chciałbym się pana spytać czy nie chciałby nam pan pomóc. Zostać sponsorem festiwalu, zorganizowanie takiej uroczystości trochę kosztuje a pan ma na to pieniądze. Poza tym sama pana obecność sprowadzi na festiwal więcej osób.
-Aha... Czyli rozumiem, że mam inwestować w jakich głupi festiwal i nic z tego nie będę miał?
-No wie pan to festiwal charytatywny, tu chodzi o szczęście dzieci.
-Czy to wszystko?
-No tak. To jaka jest pana odpowiedź?
-Moja odpowiedź brzmi: NIE! I proszę mi więcej nie marnować czasu takimi głupotami! Żegnam!
-Przepraszam za zabranie pana cennego czasu. Do zobaczenia.
Tak taki właśnie był pan Malfoy. Arogancki i zapatrzony w siebie, jednak gdzieś na dnie było odrobinę empatii i współczucia.
Siedział spokojnie przy biurku myśląc o tym całym festiwalu. Pamiętał jak to on był mały, dzieciństwo miał okropne, ojciec, który od małego wpajał mu, że warto służył Voldemortowi i matka, która bardzo rzadko z nim rozmawiała bo bała się coś źle powiedzieć. On wtedy po prostu potrzebował odrobinę uwagi i miłości, zupełnie tak jak te biedne dzieci. A poza tym biorąc udział w takim wydarzeniu zyska na sławie. Wybrał w swoim telefonie numer do Crevinsa.
-Pan Malfoy? Nie sądziłem, że będziemy mieli okazję jeszcze porozmawiać.
-Tak to ja. Chciałbym pana bardzo przeprosić za moje zachowanie, zmieniłem zdanie chciałbym pomóc tym dzieciom.
-Co pana przekonało?
-To, że ja jednak też na tym zyskam. Taki festiwal może być wspaniałą reklamą dla moich hoteli.
-A co jeśli ja już pana nie potrzebuje?
-Beze mnie ten festiwal się nie odbędzie, dobrze pan o tym wie. Nie macie wystarczających środków na takie imprezy.
-No cóż w takim razie nie mamy wyjścia. Jeśli mógłby pan wpaść do mnie w poniedziałek to byśmy zrobili zebranie organizatorów festiwalu.
-Będę w poniedziałek w południe. Do widzenia.
Czy zyskanie na sławie było głównym powodem dla którego Malfoy się zgodził? Tak, brał ten powód pod uwagę ale głównie zgodził się dlatego, że po przemyślaniu tego wszystkiego zrobiło mu się po prostu szkoda tych dzieci. Czyli pan Malfoy ma jednak gdzieś tam głęboko ukryte serce.
Siedział spokojnie przy biurku wypełniając dokumenty gdy usłyszał pukanie do drzwi.
-Panie Malfoy, dzwoni pan Zabini i pyta  pan do niego przyszedł po pracy jutro.
-Przekaż, że wpadnę do niego dzisiaj za godzinę.


















niedziela, 12 listopada 2017

PROLOG

~Wojna się skończyła. Minęły trzy lata. Złoty Chłopiec zwyciężył. Dobro wygrało.~


-Witam nazywam się Hermiona Granger.
-Widzę panno Granger, że miała pani wspaniałe wyniki z OWUTEMÓW, same wybitne, a co najważniejsze jest pani najlepszą przyjaciółką słynnego Harrego Pottera!
-Tak zgadza się, ale tego nie napisałam w swoim podaniu.
-Nie musiała pani panno Granger, wszyscy to po prostu wiedzą! A tak poza tym wie pani, że bardzo ciężko dostać się do nas do pracy prawda?
-Tak oczywiście zdaje sobie z tego sprawę, ale naprawdę bardzo zależy mi na tej pracy i obiecuje, że się pani nie zawiedzie.
-Ależ nie musi pani mi nic obiecywać panno Granger! Naprawdę wystarczy mi to, że jest pani sławna, to będzie bardzo duża reklama dla naszej firmy. Przyjmujemy panią! Może pani zacząć pracować już od jutra!
-Dziękuję bardzo, ale chyba będę musiała się zastanowić.
-Przed sekundą mówiła panienka, że panience zależy.
-Bo zależy, ale chciałabym zostać przyjęta do pracy jako Hermiona Granger, zwykła dziewczyna, a nie jako słynna przyjaciółka Harrego Pottera. Do zobaczenia!
Kolejna rozmowa o pracę na nic. Znowu zostaje przyjęta ze względu na sławę, a nie na swe osiągnięcia. No trudno muszę szukać dalej- pomyślała.
Była bardzo mroźna zima, pokryte grubą warstwą śniegu chodniki oraz drzewa. Z nieba z sekundy na sekundę spadało coraz więcej przepięknych płatków śniegu. A ona przygnębiona po kolejnej rozmowie o pracę wraca do domu, do swego ukochanego przyszłego męża Rona Weasleya. Tak, Ron tuż po wojnie oświadczył się Hermionie, a ona się zgodziła. Dlaczego? Ponieważ go kochała i nadal kocha, ale nie wie, że niestety to nie jest miłość na całe życie. Jedna zła lub może nawet dobra decyzja zmieni jej życie na zawsze.




-Zabini czy ciebie już do końca powaliło?
-Mnie Malfoy?
-Tak ciebie przyjacielu, powiedz czy to prawda, że szukasz żony?
-Niestety tak...
-Człowieku ty masz dopiero 20 lat! Całe życie przed tobą, a nie pamiętasz jak ślubowaliśmy bycie wiecznymi kawalerami? Zaraz czy ty powiedziałeś 'niestety'?
-Tak to moi rodzice. Oni wszędzie rozpowiadają, że szukam wybranki. Mają biedni nadzieje, ze któraś mi zaimponuje, jednak ja tak jak ty chcę jeszcze się pocieszyć życiem.
-Kamień spadł mi z serca!
-To ty masz serce? Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie!
- Ha ha ha bardzo zabawne!
-Dobra lecę smoku, umówiłem się z rodzicami na obiad, pewnie znaleźli mi następną kandydatkę na żonę.
-Ej poczekaj chwileczkę... Szukają ci tak po prostu panienki, nie ważne z jakiej rodziny? No wiesz chodzi mi o to czy nie szukają ci arystokratki.
-Nie. Słuchaj Draco, wojna się skończyła a oni chcą po prostu żebym był szczęśliwy, ale nie rozumieją tego że chcę jeszcze troszkę pożyć jako kawaler.
-Widzę, że twoim rodzicom też odwaliło, to zupełnie jak moim, przestał się dla nich liczyć status krwi.
-Mają racje.
-No nie wiem. Ja tam nie jestem jakoś przekonany do osób półkrwi albo szlam.
-Bez urazy smoku ale ja już tego słowa nie toleruję. Dobra lecę papa!
Co się z nimi wszystkimi stało najpierw jego rodzice, potem rodzice Blaise'a, teraz sam Blaise. Tak wojna się skończyła i niektórym ludziom się zmieniły poglądy, Draco należał do tych którzy zaczęli przynajmniej tolerować w miarę mugolaków, ale nie darzył ich za bardzo sympatią. Nie umiał sobie wyobrazić, że tak nagle miałby zacząć normalnie gadać z Weasleyami, albo co gorsza z Granger. Szybko wyrzucił postać znienawidzonej gryfonki z głowy. Spojrzał na zegarek, godzina 13:15, powinien już 15 minut temu być w pracy, ale kwadrans to wcale nie duże spóźnienie jak na niego, w końcu to on jest właścicielem tego hotelu, a właściwie hoteli. Tak Draco Malfoy otworzył swoją własną sieć z hotelami. Tuż po wojnie zamieszkał z rodzicami w Malfoy Manor, jednak miał złe wspomnienia z tym miejscem, okrutne dzieciństwo, wojna. Po jakimś czasie wynajął własne mieszkanie, a następnie założył jeden hotel, potem dwa, aż w końcu stworzył własną sieć hoteli pod nazwą: "Dragon's Cave", czyli w tłumaczeniu smocza jama.
Draco, wieczny kawaler, ideał faceta dla każdej dziewczyny, wysoki blondyn o bladej cerze i zimnych platynowo szarych oczach, nie miał jeszcze wybranki swego serca. Dlaczego? Uważał, że miłość nie istnieje, a poza tym taka dziewczyna zepsuła by mu po prostu życie. Wiadomo jak każdy facet miewał swoje potrzeby, zaspokajał je wyjściami do klubów i poderwaniem jakiejś panienki na jedną noc. Nie wiedział, że jego życie zmieni się na zawsze przez jedną kasztanowłosą dziewczynę...
Kto wie, może panicz Malfoy się zakocha w znienawidzonej dziewczynie, a może jeszcze bardziej ją znienawidzi? Bo przecież od nienawiści niedaleka droga do miłości, ale od miłości także jest niedaleka droga do nienawiści. Czyż nie prawda?




Więc tak o to jest prolog. Wiem, że nie jest to nic niezwykłego, ale jak na pierwszy raz wydaje mi się, że nie jest źle. Następny wpis to będzie rozdział 1, który pojawi się w środę (15.11.2017) około godziny 18:00. Bardzo proszę osoby, które czytają to o zostawienie komentarzu i udostępnianie tego bloga na innych blogach, chciałabym żeby czytało moje wpisy dużo osób i aby pisali mi co muszę poprawić. A więc do zobaczenia w środę!!!




sobota, 11 listopada 2017

WITAM!!

Jak się pewnie domyślacie jest to blog przeznaczony Dramione. Jest to mój pierwszy blog w życiu więc proszę być dla mnie wyrozumiałym jeśli będę popełniać jakieś błędy. W najbliższym czasie, prawdopodobnie jutro pojawi się prolog. Rozdziały będę chciała wstawiać przynajmniej 2 razy w tygodniu. Dlaczego zdecydowałam się na taką tematykę? Ponieważ bardzo dużo przeczytałam już blogów o tej tematyce i po prostu postanowiłam stworzyć coś własnego. Wracając do tego w jakich dniach tygodnia będą publikowane posty to nie jestem jeszcze pewna, ale myślę że będą to środy i niedziele. Pierwszą rzeczą jaką chce napisać to będzie właśnie opowiadania no i od czasu do czasu jakieś miniaturki. Na rozdział przewiduje minimum 30 rozdziałów, możliwe że będzie więcej ale to nie wiadomo. Bardzo proszę osoby, które przeczytają te moje wypociny o zostawienie komentarza.

PS Postaram się w między czasie dodać zakładkę z bohaterami ;)


ZMIANA!

UWAGA! Następny rozdział pojawi się niestety dopiero w środę, ponieważ nie zdążyłam napisać kolejnego rozdziału, bo mam w ostatnim czas...