Translate

poniedziałek, 20 listopada 2017

ROZDZIAŁ 2


Obudziły ją zimowe promienie słoneczne wpadające przez wielkie okno w salonie. Spojrzała na zegarek, godzina 9:00. Wstała i udała się do kuchni. Widok jaki tam zastała zdziwił ją, Ron robiący jajecznice.
- O! Już wstałaś. Jak się spało?
- Dobrze - odpowiedziała twardo. Nadal była zła na niego.
- Widzę, że nadal się na mnie gniewasz, ale mam dla ciebie wiadomość, która na pewno ci się spodoba.
- Jaką?
- Czytałem dziś w gazecie, że niedługo odbędzie się coroczny festiwal charytatywny dla dzieci, które przebywają w Św.Mungu. Wiem jak bardzo zależy ci na pracy tam, dlatego wpadłem na pomysł, że mogłabyś pomagać w organizacji festiwalu. Oczywiście jeśli chcesz, nic na siłę.
- Żartujesz sobie ze mnie prawda?
- Nie spodobał ci się ten pomysł?
- Jasne, ze spodobał! Jejku dziękuje!! - wykrzyczała, obdarowując narzeczonego pocałunkami.
Zjedli razem śniadanie i udali się do salonu aby obejrzeć jakiś film. Do obiadu u Potterów zostało im jeszcze 2,5 h. Po obejrzeniu dwugodzinnego filmu Hermiona poszła na górę się przebrać i umalować. Założyła na siebie białą podkoszulkę, czarny sweterek i najzwyklejsze jeansy oraz kozaki na obcasie. Jej makijaż był bardzo delikatne, lekko podkreślone oczy i usta pomalowane błyszczykiem. Wychodząc z domu narzuciła na siebie kurtkę. Zamknęła dom na klucz i razem z Ronem teleportowali się pod dom Potterów.

-------------- -------------- -------------- ---------------- -------------- ----------------- ------------------ ----------

- Skarbie ktoś puka do drzwi! To zapewne Miona i Ron! - krzyczała pani Potter.
- Już otwieram! - odpowiedział pan Potter otwierając drzwi wejściowe.
- Cześć, Harry! - przywitała go promiennym uśmiechem Hermiona
- Cześć! Wejdźcie!
Udali się we trójkę do jadalni, w której Ginny już nakładała do stołu.
- Siadajcie! Za 10 minut obiad będzie gotowy.
Do jadalni wbiegł mały chłopczyk o kruczoczarnych włosach i zielonych oczach krzycząc:
- Cicia Miona i wijujek On!
- Hej maluszku! - przywitała małego Pottera biorąc go na kolana.
Ron skrzywił się na widok dziecka. Nie lubił dzieci.
 - Posiłek gotowy! - oznajmiła pani domu, stawiając na stole dwa wielkie talerze, jeden pełen gorących ziemniaków, a drugi smażonej ryby i surówki z marchwi i kapusty.
- Powiedzcie co u was słychać? - zapytała Ginny.
- U nas po staremu. Lepiej powiedzcie co tam u was? - odpowiedziała kasztanowłosa.
- W sumie to bez zmian, pomijając to, że jestem w ciąży.
- Naprawdę? Gratuluje! - pogratulowała radośnie Hermiona. Cieszyła się szczęściem swoich przyjaciół, ale też im zazdrościła, chciałaby mieć takie maleństwo jak James na co dzień.
- Słuchaj Ron! Znalazłam w jakimś starym albumie nasze zdjęcia z dzieciństwa! Chodź ze mną na górę po album!
Udał się na górę ze swoją siostrą zostawiając Harrego i Hermionę na dole.
- Jakoś gorąco się zrobiło. Wyjdę na balkon się przewietrzyć - oznajmiła przyjacielowi dziewczyna.
- Dobry pomysł! Pójdę z tobą.
Wyszli na balkon, zakładając wcześniej kurtki. Harry wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, proponując jednego Hermionie, ta jednak odmówiła. Podpalił używkę i zaciągnął się.
- Nie wiedziałam, że palisz. Od kiedy?
- Odkąd zacząłem pracować w Ministerstwie. Wiesz, nowe obowiązki, stres.
- Rozumiem.
- Wydaje mi się, czy nie ucieszyła cię zabardzo wiadomość o ciąży?
- Skądże. Cieszę się bardzo, ale...
- Też chciałabyś być już matką tak?
- Czytasz mi w myślach czy co?
- Nie no co ty! Po prostu widzę, jak patrzysz na małego.
- Harry! Hermiona! Chodźcie do nas! - usłyszeli ze środka głos Ginny.
Wychodząc zamknęli za sobą balkon i ruszyli w kierunku salonu. Przez resztę popołudnia oglądali zdjęcia z albumu rodzinnego Weasleyów. Czas spędzili śmiejąc się i wysłuchując wspomnień Ginny i Rona związanych z danym zdjęciem.

--------------------- -------------------- ---------------------- --------------------- ----------------------- -----------

Szedł ulicą Londynu w kierunku domu swojego przyjaciela. Skręcił w małą londyńską uliczkę. Dotarł do dużego mieszkania, które wynajmuje Blaise. Wszedł do budynku bez pukania. Udał się do kuchni, ponieważ usłyszał tam głos Blaise'a rozmawiającego przez telefon.
- Muszę kończyć mamo, papa! O! Cześć Smoku! Co cię do mnie dzisiaj sprowadza?
- Nie udawaj głupiego, sam chciałeś się ze mną widzieć - odparł sucho siadając na krześle.
- Tak to prawda, ale z tego co mi wiadomo miałeś wpaść do mnie wczoraj po pracy.
- Oj, nie przeżywaj tego jak mała dziewczynka. Mów co chciałeś.
- Chyba widzę, że Smoczek dzisiaj nie w humorze!
Draco spojrzał na przyjaciela spode łba.
- Dobra, dobra już mówię! A więc, był ostatnio u ciebie ten przedstawiciel szpitala?
- No, i co w związku z tym?
- Mam nadzieję, że zgodziłeś się na jego propozycje.
- Trochę musiałem pomyśleć, ale w końcu... Ej, chwileczka! Skąd wiesz o tym kurduplu i o jego propozycji.
- Wiem, bo sam go na ciebie napuściłem.
- Po co?
- Przyda ci się dobra reklama.
Młody Malfoy patrzył na czarnoskórego niezrozumiałym wzrokiem.
- No bo wiesz, może i twoja sieć hoteli jest znana w całej Europie, ale to nie masz za dobrej opinii w świecie czarodziei. A taki festiwal charytatywny może dużo zmienić, pomyśl jak ludzie dowiedzą się, że się zmieniłeś! Były śmierciożerca, sponsorem festiwalu dla dzieci!
- Ale ja się nie zmieniłem! Dobrze wiesz, że nigdy nie chciałem być śmierciożercą!
- Ja to wiem. Ale inni nie. Powiedz w końcu czy zgodziłeś się sponsorować to wydarzenie.
- Tak zgodziłem się. Jutro mamy zebranie organizatorów i sponsorów.
- Tak wiem.
- Skąd?
- Jestem jednym z organizatorów.
- Ile ci płacą?
- Nic. Wiesz Smoku, jest jeszcze coś takiego jak dobre serce. Robię to po prostu bezinteresownie.
- No cóż, bywają jeszcze tacy.
Posiedzieli w kuchni przez jakieś 30 minut, pijąc kawę. Dochodziła godzina 13:00.
- Dobra Diable, miło było ale muszę już lecieć. Na razie!
Teleportował się pod drzwi hotelu. Wszedł do recepcji mijają nową recepcjonistę pannę Kate.
- Witam, panie Malfoy.
- Cześć. Czy Samantha przesłała ci wszelkie instrukcje?
- Tak.
- To dobrze. Idę teraz do swojego biura i proszę mi nie przeszkadzać.
 ------------- -------------- -------------- -------------- ---------------- ------------ -------------- -------------- ----

Dom Potterów. Zimowy, ciemny wieczór. Z nieba spadają malutkie płatki śniegu.
- Fajnie, że wpadliście!
- Musimy to kiedyś powtórzyć! Może wy wpadniecie do nas za dwa tygodnie? - spytała przyjaciół Hermiona
- Nie wiem czy będę miał wtedy wolne skarbie. W każdym bądź razie, zadzwonimy do was.
- Miło nam będzie! - odpowiedział wybraniec.
- To do zobaczenia! - pożegnała się z uśmiechem kasztanowłosa, po czym teleportowała się wraz z Ronem do własnego mieszkania.
- Ale jestem zmęczona!
- Połóż się spać, jutro musisz wcześniej wstać.
- Zapomniałabym! Dzięki, że mi przypomniałeś! - oznajmiła wesoło, całując narzeczonego w policzek.
- Nie ma sprawy. Idę teraz do łazienki, a gdy wrócę mam nadzieję,że poczekasz na mnie!
- Będę czekać.
W bardzo dobrym humorze położyła się do łóżka. Dawno nie spędziła tak przyjemnie dnia, a co najważniejsze cały dzień był z nią Ron. Tęskniła za nim, rzadko się widywali. Pracował od rana do wieczora. Nie zauważyła nawet kiedy oddała się w objęcia Morfeusza.
------------ ------------- ------------- ---------------- --------------- -------------- -------------- ------------ -------

~~NASTĘPNEGO DNIA~~

Obudziły go złote promienie słoneczne, padające jak pasy na jego twarz. Wstał z łóżka i udał się na dół, do kuchni aby zrobić sobie kawę. Rozkoszował się swoim czarnym płynem 15 minut, czytając w trakcie Proroka Codziennego z nagłówkiem napisanym grubym, tłustym drukiem: Coroczny Festiwal Charytatywny!. Zaciekawił go ten artykuł, więc postanowił go przeczytać.

Coroczny Festiwal Charytatywny!

Zbliża się coroczny Festiwal Charytatywny, organizowany dla dzieci przebywających w szpitalu Św.Munga. Dziś odbędzie się spotkanie organizatorów i sponsorów festiwalu! W jutrzejszym artykule dowiemy się kto jest tegorocznym głównym sponsorem festiwalu, oraz poznamy nazwiska głównych organizatorów. Niestety nie mamy więcej wiadomości na temat festiwalu. Jednak zapewniam państwa i zapraszam do przeczytania jutrzejszego wydania!
~Redaktor naczelny, Stevie John

- Super, jeszcze tego mi brakowało, żeby znaleźć się w Proroku Codziennym - powiedział sam do siebie odkładając gazetę na stół.
Usłyszał pukanie do drzwi i poszedł je otworzyć. Za drzwiami stała elegancko ubrana, średniego wieku kobieta o blond włosach.
- Cześć, mamo. Nie spodziewałem się ciebie.
- Wracam z zakupów i stwierdziłam, że do ciebie wpadnę po drodze.
- Tylko wiesz, bo ja zaraz będę musiał iść do pracy.
- Nie martw się, nie zabiorę ci dużo czasu. Chcę po prostu porozmawiać.
- To może zrobię ci herbaty, bo coś czuje, że będzie to długa rozmowa.
- Nie dziękuje, nie chce mi się pić.
- A więc, mów.
- Ojciec jest w szpitalu. Zachorował na bardzo poważną chorobę. Nie wiadomo czy przeżyje.
- Nie żartuje sobie ze mnie - powiedział z nadzieją, że to co powiedziała matka nie jest prawdą. Kochał ojca na swój sposób, pomimo tego, że to właśnie on kazał wstąpić mu w szeregi śmierciożerców, przez niego miał straszne dzieciństwo.
Matka patrzyła na niego smutnym wzrokiem, spojrzał jej prosto w oczy i już wiedział, że to nie jest żaden dowcip.
- Przepraszam cię, ale muszę już iść do pracy, także ty też musisz już iść - powiedział twardo matce i otworzył jej drzwi aby wyszła. Tak też zrobiła. Czuł się okropnie. Powinien być dobrym synem i przytulić matkę, powiedzieć, że wszystko będzie, że ojciec wyzdrowieje. Nie umiał. Wolał iść na te zebranie w sprawie festiwalu i po prostu przestać o tym myśleć. Zarzucił na siebie szary płaszcz i wyszedł.
--------- --------- --------- --------- -------- ------------ -------- ---------------- --------------- ----------- ---------

Wstała dziś wcześnie. Nie mogła spać w nocy, ponieważ bardzo się stresowała przed zebraniem. Bała się, że źle wypadnie, nie będzie umiała zaproponować ciekawych pomysłów na festiwal, powie coś nie tak.
- Nie stresuj się tak! Będzie dobrze! - pocieszał ją Ron.
- Dzięki, że we mnie wierzysz. - odpowiedziała z uśmiechem do narzeczonego
- Nie ma za co. Ja już idę do pracy, w kuchni stoi ciepła kawa. Zrobiłem ci abyś miała więcej energii.
- Właśnie, czemu dziś tak późno do pracy idziesz?
- Zadzwonili do mnie, że była jakaś awaria i mam się zjawić o 11:00. No więc idę, papa! - powiedział i ucałował delikatnie czoło dziewczyny.
- No to, papa!
Ostatnio jej relacje z Ronem się bardzo zmieniły, na lepsze oczywiście. Zaczął więcej czasu z nią spędzać, przestali się kłócić, zaproponował jej udział w tym festiwalu. Wszystko zaczęło wyglądać tak jak powinno.
Dochodziła godzina 11:30. Dziewczyna już była gotowa do wyjścia, musiała zjeść tylko śniadanie.
Jako pierwszy posiłek dnia zjadła płatki czekoladowe. Była za piętnaście 12:00. Teleportowała się w umówione miejsce, na miejscu spotkała przedstawiciela szpitala pana Martina Crevinsa, który stał i rozmawiał z pewnym mężczyzną. Nie widziała jego twarzy, był odwrócony tyłem. Wolnym krokiem podeszła do nich.
- Witam, panie Crevins - przedstawiła się.
- Panna Granger! Jak miło w końcu panią poznać! - podał rękę dziewczynie na powitanie.
- Miło mi! - odpowiedziała radośnie podchodząc bliżej, aby przyjrzeć się twarzy odwróconego chłopaka. W pewnym momencie tajemniczy nieznajomy odwrócił się przodem do Hermiony. Poznała go od razu.

_________________________________________________________________________________

BARDZO WAS PRZEPRASZAM!!
Wiem, że rozdział miał być wczoraj, ale przyznam się bez bicia, że kompletnie zapomniałam!
Przepraszam także, że rozdział nie powala długością! Nie chciałam, żeby się tutaj dużo działo, nie chciałam także, żeby pierwsze spotkanie było już w drugim rozdziale, także to co chciałam aby się pojawiło zostało zamieszczone. Obiecuje, przysięgam, że następny rozdział na 100% pojawi się w środę.
Bardzo proszę o pozostawienie po sobie jakiegokolwiek śladu, nawet krótkiego komentarza dotyczącego rozdziału.
Bardzo dziękuję Skaii! Za długi komentarz, w którym zawarła wszelkie błędy jakie popełniłam i swoją opinie na temat rozdziału!
Dziękuję także Reinie Megan! Za komentarz, zawierający krótką, zwięzłą opinie na temat ROZDZIAŁU 1!
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ!!!

































5 komentarzy:

  1. Cześć.
    Miło mi, że wspomniałaś mnie w notce. :)
    W rozdziale nie dzieje się za dużo, ale takie przejściówki również są potrzebne, by ukazać codzienne życie bohaterów. Podoba mi się to, że relacje Hermiony z Ronem się poprawiają i że utrzymują oni znajomość z Harrym. Pragnienie naszej głównej bohaterki by zostać matką jest według mnie urocze, choć wydaje mi się, że gdy dowie się, że jej narzeczony nie lubi dzieci, to wrócą oni do kłótni między sobą.
    Lubię sceny Draco i Blaise'a, chociaż nie podobają mi się takie ksywki jak "Smok" czy "Diabeł", które wzięły się właściwie nie wiadomo skąd, bo w kanonie na pewno nie występowały. A i niezbyt pasują do tych postaci, w końcu oni są już dorośli.
    Radzę jeszcze cyfry zapisywać słownie, a skróty rozwijać, na przykład zamiast "2,5 h" napisać "dwie i pół godziny", a zamiast "Św.Munga" — "Świętego Munga". Zdecydowanie lepiej się to prezentuje.
    Czekam na rozwinięcie akcji, pozdrawiam i życzę weny! <3
    Skaii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuje za komentarz! Co do tego "Smoka" i "Diabła" to chcę też ukazać, że pomimo ich dorosłego wieku oni lubią się czasem powygłupiać, nie są tak poważnymi osobami jak państwo Weasley czy Miona z Ronem. "Smok" się wziął chyba z tego, że imię Draco w jezyku łacińskim oznacza właśnie smok. A jeśli chodzi o Blaise'a to szczerze, nie mam pojęcia! Po prostu wydaje mi się, że tak się przyjęło.
      A więc jeszcze raz dzięki za opinie!

      Usuń
  2. Hej! Już nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Ciekawe jak oboje na siebie zareagują. Świetny rozdział, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

ZMIANA!

UWAGA! Następny rozdział pojawi się niestety dopiero w środę, ponieważ nie zdążyłam napisać kolejnego rozdziału, bo mam w ostatnim czas...